KOMODA W OGRODZIE PEŁNYM SNÓW I.....

Na początku mojego wywodu ( chociaż wiem , że ten Pan tego nie przeczyta ) chciałabym temu Panu z Czacza podziękować , że nam cenę opuścił  , bo nie mogliśmy wspólnie z Łukaszem wyskrobać z portfeli i kieszeni więcej niż byśmy mieli !
Dlaczego ? Mamy kawałek , trzeba doliczyć wszystkie koszty , włącznie z paliwem i transportem aby było obiektywnie .
Tak tak , nie wzięłam ze sobą gotówki ale ....
Nie mogłam szastać , na prawo i lewo i własnie wówczas po obejrzeniu wielu magazynów , zmęczeni , wymaltretowani tempem już zmyślnie narzuconym na początku aby nie roztkliwiać się nad widokiem witrynek ( brak miejsca ) znaleźliśmy tę , niepozorną na pierwszy rzut oka.......
Przykryta została innym meblem , jakby zapomniana z ceną niewygórowaną ale dla nas do negocjacji.
Pan bardzo miły zapytał o to i owo i nie chciał słuchać opowieści a ja mu nie miałam zamiaru ich serwować więc opuścił bo to , co miałam w kieszeni było i nic ponadto plus  praca nad tym drewnianym bóstwem :)
Zatem ,  mamy ją , tę która przysporzyła dużo pracy i wiele radości :)




Zapakowaliśmy ją do samochodu mojego taty ale pomimo tego ja zaoferowałam , że usiądę w pozycji ,, połowa mnie na szybie ,, a to dlatego , że cholerstwo było trochę długie !
Po złożeniu tylnych siedzeń załapałam się na tę 4 klasę razem z komodą i batalionem pajęczyn z zawartością i moją wyobraźnią.
Z przodu dwóch facetów , z tyłu komoda i ja i .... one  ( brrrr )
Zapakowaliśmy ją do piwnicy.
Stała miesiąc może a tuż przed targami ( 3 tygodnie przed ) , po oszlifowaniu ja i Łukasz chcieliśmy ją wnieść do domu. Ha Ha ,......
Marzeniem było wnieść ją w jednym kawałku a donieśliśmy blat i boki osobno bo tuż przed drzwiami puściły ostatnie mocowania :)
Nie mam żalu , w ogóle , zupełnie.
Widziałam , że trochę podniszczona , jednak wyobrażałam ją sobie  już w sukni całej ze snu , w orchideach moich i ..... nie mogliśmy wejść do domu tak się śmialiśmy , że nie musimy jej już rozbijać aby mi się lepiej malowało i aby farba nie spływała.....
Załatałam ją gdzie trzeba , ubytki wypełniłam , potraktowałam jak porzucone zwierzę ...
Daliśmy jej razem nowe życie , bo czekała na nas .... w szufladzie była kartka po niemiecku i gdzieś się nam zawieruszyła ale znajdę i dodam to zdjęcie.









Część blatu , nie zabezpieczonego lakierem - marszczenia zniknęły po tym , jak klej wniknął w warstwy farby.








Część szuflady , z których dwie są ozdobione orchideą i napisami .
Uchwyty  w postaci przepięknych róż z Zara Home , sprzed kilku lat.






Lewy front komody , natomiast poniżej prawy front komody.

















Widzicie jak Renia zasnęła ?
Nie dała rady , tyle było pracy przy komodzie , więc .... ciiiiii , nie chcemy jej obudzić :)
A później my ze snem się nie lubiliśmy , ponieważ ciągle malowałam i szyłam i tak aż do 5 grudnia i potem do niedzieli ..... i byłam szczęśliwa , że to ma sens :-)
Myślałam , że nie zdążę z komodą ale wiedziałam , że to ona jest moją bazą , na której będzie cała reszta budowli więc wstawałam przed pracą i malowałam i tak na okrągło plus lakier szybkoschnący , specjalnie do drewna.
Używam go od kilku lat i to on mnie uratował

Dziękuję za komentarze , chociaż wiem ile macie same pracy , wiem , ja też , bo człowiek coś obieca , to tu to tam musi się wywiązać oraz wziąć nowe obowiązki albo .... co jeszcze chciałby zrobić , musi spróbować :)
Nadal nie mam swojego komputera ale wrzuciłam Łukaszowi mój kochany program do obróbki zdjęć.
Czasem kłócimy się o komputer ale dziś mam go dla siebie stąd taki dłuuuuuuuuuuuugi post :)



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Copyright Text

© 2012 Marta Betlej.
All rights reserved.
Bez zezwolenia proszę nie kopiowac.