Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opaski na Rękę. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opaski na Rękę. Pokaż wszystkie posty

20190529

ETNICZNA BRANSOLETKA Z KORALIKÓW


Od jakiegoś czasu chodziły za mną i to dosłownie :) koraliki toho . Chciałam spróbować swoich sił w tym temacie i wciągnęłam się .....
Troszkę to wszystko stało się rozciągnięte w czasie ponieważ zrobiłam pierwsze trzy bransoletki i na czwartej utknęłam na pół roku ( węszę tutaj kolejny temat ) .
Za żadne skarby nie mogłam się zmobilizować i to z kilku powodów aby ją skończyć musiałam  zdecydować się na drastyczny krok ściągnięcia jej z krosna !
Stał się cud. Nagle wszystko mi się otworzyło , mózg odblokował i zaczęłam projektować nowe wzory , które w namacalnej postaci zaczęły mnie czarować.
Nie wiem już którą z kolei jest ta bransoletka ale to właśnie ją chciałam zgłosić do wyzwania Szuflady wyzwanie-majowe pt. symetrycznie jako bransoletkę utworzoną w rytmie z powtarzalnymi elementami zaprojektowaną i wykonaną przeze mnie.


Kolory , wzór etno , wszystko takie moje , takie jakie lubię najbardziej dlatego chciałabym aby zaistniała tutaj już w całej swojej okazałości z detalami i atmosferą gorącego lata .






Mocnym akcentem tej koralikowej opaski jest kolor ametystu , który podkreśliłam stosując dodatki w kolorze czerni .
Wyszło dokładnie tak , jak chciałam ale nic nie dzieje się samo . Każdy detal sprawdzam od samego początku , analizuję jego barwę , połysk , kształt . Później jest kolor nici i dodatków , więc wszystko musi byś takie jakie chcę i najczęściej wiem to na poziomie projektowania.
Dziękuję za uwagę i do napisania :)
2019.05.29

20170417

JESZCZE ŚWIĄTECZNIE I ZAPOWIEDZI

Miałam świątecznie pozdrowić Was i zawsze jest to dla mnie bardzo trudne w natłoku pracy ale w tej właśnie chwili najbardziej jest to potrzebne.
Ten tydzień pogodowo ma być wyjątkowo przebrzydły dlatego chciałam rozweselić Was tym oto tematem bliskim memu sercu....
Styl boho delikatnie wdziera się do mojej pracowni , stawiając małe kroki zaczyna panoszyć się na dobre w całym domu . Wiem co z tego wyniknie bo w planie jest pełen zestaw akcesoriów .
Zakochałam się w chwostach już w tamtym roku i w pomponach a teraz tego będzie jeszcze wiecej :)











Wspaniałosci i świątecznej radości w rodzinnym gronie :-)


20161106

JASPISY SĄ NAJPIĘKNIEJSZE

Dawno nie publikowałam . Tak , nie tylko praca zawodowa i dojazdy w zakorkowanym Poznaniu wyciskają ze mnie resztki sił ale codzienne obowiązki . Na tworzenie pozostaje mi z około 2 godzin dziennie. O zgrozo !
Nie byłoby w tym nic złego ale za trzy tygodnie rozpoczynają się targi a ja nie mam tych drobnych gadżetów , które są najważniejszym punktem programu świątecznego .
Nie wyobrażam sobie świątecznych prezentów bez reniferów , choinek , anielskich skrzydeł , bucików na prezenty i gwiazdek czy bombek.
Tego również szukają klienci odwiedzający targi . Tego właśnie nie mam ..... jeszcze .
Przygotowania ruszyły już w sierpniu , ponieważ nauczona zeszłorocznymi wydarzeniami wiedziałam , że tym razem zdążę .
Posiadam w domu wieżę ułożoną z pudeł wypełnionych dużymi maskotkami . Są tam sowy , lisy , renifery , żyrafy , sarenki , osiołki , koty i psy.
Brakuje jeszcze szycia taśmowego a ja tego nie lubię jak nie wiem co !
Świadomość uszycia 30 malutkich reniferków..... zaczęłam wczoraj i już mam dosyć :)
Ale wracając do tematu z tytułu posta mowa o jaspisie , który jest kamieniem z jakim lubię pracować najbardziej .
Ostatnie zamówienie na komplet biżuterii z jaspisu szarego okazał się strzałem w dziesiątkę , ponieważ zostałam zainspirowana i teraz uczepiłam się go jak rzep psiego ogona.
Zamówiłam w Kamieniołomach same matowe kamienie , które wyglądają fenomenalnie i zamierzam tworzyć z nich nadal . NIgdy jeszcze nie byłam tak bardzo zadowolona z faktur tych właśnie kamieni.
Zostawiam Was sam na sam. Zdjęć będzie dużo :) Zielone kamienie w towarzystwie jaspisów szarych oraz picasso to turkusy afrykańskie .
















Dziękuję za wszystkie miłe komentarze choć minęło już troszke czasu . Mam nadzieję , że uda mi się nadrobić wszystko choć nie wiem czy tak do końca. Miłego weekendu :-*

20160421

U (GŁASKANIE) SOWY

Czy ktoś mógł kiedyś pogłaskać sowę ?
Kto to mógł być ?
Hm.... pewnie ktoś , kto sowę znalazł i się zaopiekował chorą , przestraszoną . Mógł to być pracownik zoo albo leśniczy albo przypadkowy ktoś .....
Ja głaskałam puchacza !
To było wspaniałe przeżycie , będzie dokładnie 6 lat temu .
Piórka , lekkie i miękkie jak puszek , kocia sierść niech się chowa , chociaż jest przemiła :)
Wydawać by się mogło , że takie zdarzenie mnie nie spotka a jednak .


Próbowałam sobie wytłumaczyć skąd ta moja fascynacja sowami i też to uczucie sobie przypomniałam dziś a weekendowo powstała taka sowia bransoletka i to po raz drugi. Pierwsza powędrowała do koleżanki i była w dodatkach z antycznego złota . Ta jest w srebrze.
Nie umiem się zdecydować stare , zniszczone złoto , brązowe wręcz czy srebro jak zimny blask księżyca ?

Dylematy to nic w porównaniu z brakiem możliwości domówienia kaboszona z motywem sowy .
Jeśli zaś trzymamy się tej ,,koloryzancji,, powstanie produkt inspirowany mitologią grecką , która jest mi bliska i dostarcza ciągłych pomysłów .
Pegaz ,niezwykły koń , którego  Zeus umieścił na niebie w postaci gwiazdozbioru za wierną służbę :)
Ten kaboszon mnie zaintrygował ze względu na kolory pasujące do większości moich rzemieni i sznurków.
W ciągu mojego urlopu powstało tak dużo prac , że już szykuję dla Was kolejną zabawę ale to będzie niespodzianka na maj :)
Życzę Wam miłego dnia , tuz przed weekendem , moim ulubionym :)
Trzymajcie się kochane :-*


20160118

KAROCA WE MGLE - CÓRKA OBERŻYSTY

     Pełnia księżyca niesie za sobą niespokojne noce a w niej nieodkryte wcześniej obszary ludzkich potrzeb .
Ciemne , niemal fioletowe zachody słońca otulają bruzdy wysuszonych pól które kiedyś kwitły na zielono.
Kiedy moje stopy przekraczają te nieznane granice zanika mój cień. Staję się wówczas jednością z tą gęstą , granatową masą , która ciągnie się w nieskończone.


Jestem córką właściciela oberży. Wstaję zanim świt zrywa więzy z ciemnością.
Pracuję w kuchni niemalże cały dzień : piekę chleb , kroję szynki , podaję posiłki , obieram ziemniaki , zajmuję się gośćmi.
Rzadko ludzie są mili , jeszcze bardziej dobrze wychowani. Nie widzę czasem ich twarzy , są dla mnie zasadami , obowiązkami , niczym więcej.
Zanika we mnie moja zdolność oceny sytuacji , zapomniałam o sobie. Kiedyś myślałam , że ucieknę , wyrwę się stąd , że mam inne cele i marzenia ale z czasem zaczęłam coraz rzadziej marzyć , coraz mniej sobie wyobrażać. Natłok obowiązków sprawił , że zaczęłam zasypiać podczas parzenia kawy a kiedy lepiłam pierogi zasmucałam się .
Obowiązki wobec ojca stały się na tyle przytłaczające , że zmiażdżyły moje potrzeby.
Coraz mniej mnie dla siebie samej. Nie patrzę już na linię horyzontu , nie zachwycam się zachodami słońca a ptaki przestały dla mnie śpiewać .


Wieczorami rozlewamy piwo a strumienie jego bursztynowej barwy nie mają końca . Jego słodka woń jest na każdych ustach , na każdej pijackiej gębie!
Kolejny wieczór jak w każdy wybieram się nakarmić nasze wygłodniałe psy resztami tego , co z kuchni pozostało.
Nasze kudłate przybłędy zwykle posłuszne , stają się niespokojne nocą. Myślę , że to bliskość zaklętego lasu taką trwogę w nich wyzwala.


Czasem słychać z oddali dziwne szepty pełne dawno nie słyszanych melodii , jakieś dziwne pomruki nieznanych zwierząt dochodzą z bardzo bliska ...... Niekiedy zawieje wiatr tak szeleszczący i świdrujący aż po kostki chłodzący krew w żyłach a wówczas psy zaczynają piszczeć i skamleć a ja sama uciekam jak najdalej do ludzi , do zamkniętego pokoju by znowu przeżywać swój los.
Kiedyś w taką noc usłyszałam swoje imię wywołane z głębi małego zagajnika tuż przy zaklętym lesie i chociaż był ostrożną jego częścią nigdy nie należało go lekceważyć.
Widzę to tak trochę jak przez mgłę , ponieważ jak dotąd nie umiem wytłumaczyć co tak naprawdę się tam wydarzyło ?
Jakiś głos przywołał mnie w kierunku lasu a kiedy znalazłam się w zagajniku otuliło mnie jasnopomarańczowe światełko , wibrujące i unoszące się z taką lekkością świetlika , że zapomniałam o swoim strachu.
Noc była gęsta od ludzkiej tęsknoty i niespełnionej potrzeby bliskości.
Dla kogoś kto zapomniał o życiu nie ma darów od losu ale dla mnie przygotowano coś co miało mną poruszyć do głębi.
Światełko rozpłynęło się na powierzchni wody a ja zahipnotyzowana  rzuciłam się powstały wir tuż za nim płynąc w głębinę ..... Pulsujące dotąd światło rozproszyło się na kilkanaście części i zniknęło.
Spektakl trwał może sekundy ale trawy zrobiły się nagle tak gęste , że przywarły do mojej twarzy i oplotły moje nogi wciągając mnie coraz dalej i dalej aż zapadła zupełna ciemność.


Obudziłam się nad ranem zlana potem zawieszona miedzy światami - zbyt ciężkim i przytłaczającym, a zupełnie nowym i sennym abym mogła stwierdzić w jakim miejscu i czasie się znalazłam......Przekonana natomiast o realności wydarzenia nie mogłam powrócić z tego punktu do mojego bezbarwnego życia. Nie teraz , nie po tym co widziałam.....
Tuż pod woalką ciemności zobaczyłam je , te cudownie rozżarzone zielonymi sadami .......pulsujące w głębinach gdzieś ...
Wszystkie moje obowiązki wykonane dzisiaj były jakby palcami innej osoby. Zupełnie jakby za kotarą była inna ale znana mi dziewczyna , którą poruszał ktoś a nie ona sama.
Uciekając od rzeczywistości zniknęłam będąc tylko tam gdzie muszę być. Powołana do życia chciałam na nowo przeżywać tę chwilę.
Zbliżający się wieczór wyrwał mnie z moich marzeń i zatrzymał jak kamień na dnie stawu.
Zamówienia tej nocy nie miały chyba końca jak ciemności panujące wewnątrz , gdyż świec nam ubywało bo tylu zjechało się gości. Piwo lało się wodospadami a ja uwijałam się ile sił miałam w nogach zapominając tak szybko o sobie.
Wejście na zaplecze było na końcu drugiej sali a kiedy przy stolikach siedziało wielu gości należało biegiem niemalże pokonywać odległości .
Właśnie wtedy , kiedy mijałam wejście na drugą salę z tyłu w narożniku siedział ktoś kogo nigdy wcześniej u nas nie widziałam. Bardzo szybko pochwyciłam to spojrzenie tak silnie poczułam potrzebę nawiązania kontaktu. Nawet nie wiem kiedy znalazłam się tak blisko a kiedy podniósł na mnie wzrok , ponownie znieruchomiałam.

źródło internet , inspiracja ,, Lord of The Ring ,,
Musiały minąć godziny , powietrze musiało ulecieć w próżnię a ja zupełnie nie wiem jak to możliwe ale ponownie płynęłam wgłąb tego stawu..... i przysięgłabym , że to samo światło świeciło w jego oczach ...... zielone sady .......
Czy płynąc w dół mogłam unosić się ponad chmurami i lekkość czuć tak intensywną ?
- Jeśli myślisz , że będę tutaj to mylisz się ...... ale chcę z Tobą uciec i stanąć przy Tobie między niebem a ziemią .
Opuszczając niespodziewanie wnętrze oberży pozostawił za sobą gwar i nic więcej .
Uczucie pustki rozwiało się tuż za śladami dymu jego fajki , ponieważ moje nogi niosły i mnie  za nim strącając przy tym dzban pełen piwa , który przyniosłam dla gości obok.
Powietrze było gorące , unosiła się woń bzów, moich ulubionych kwiatów miłości.
Ten zapach jeszcze nigdy nie był tak intensywny jak w tę noc.
Mokre od deszczu liście smagały moją rozpaloną skórę kiedy biegłam w ten zakazany las.
W wodzie odbijały się moje myśli i wszystko to , co widziałam kiedyś a co uleciało było tutaj.
Czas zatrzymał się dla mnie odwracając swoje karty dla ulotnej pamięci.
Z głębi lasu dobiegało stukanie kopyt , coraz szybciej biło moje serce i konie były coraz bliżej.
W tę gęstą noc na drodze gdzie kończył się zagajnik zatrzymała się karoca. Mgła obiegła ramionami koła . Konie miały zasłonięte oczy ....
Karocy nikt nie powoził ale drzwi nagle ustąpiły i ujrzałam dłoń wyciągniętą w moją stronę . Podchodząc bliżej nie mogłam oprzeć się bogatym zdobieniom i złocistym refleksom na herbie rodzinnym , którego nie znałam. Wspierając się resztami odwagi na wyciągniętej dłoni wciągnęłam powietrze zanurzając się w tym szepcie , który uwiódł mnie ostatnio i te rozżarzone zielone oczy .... Czy ciepło płynące z serca rozpłynęło się wraz z nim i czy karoca we mgle zabrała mnie ponad chmury do pałacu wysoko ponad inne ?
Nie wiem ale w wieczności zatrzymam ten obraz karocy we mgle.......



Opowiadanie napisałam podczas podróży do domu , mijając w ciemnościach przez pięć godzin lasy , pola i wioski. Inspiracje są oczywiste ale tworząc bransoletkę najpierw była dynia i karoca a dopiero później scena w gospodzie .... pozostawiam małe niedopowiedzenia dla Was.
Miłej lektury w ten zimowy czas. Wszystkie imiona i takie różne sytuacje są zmyślone , więc proszę się nie doszukiwać.... :)
Reszta zdjęć zasnutych mgłą pochodzi z Madery i są mojego autorstwa :)
Ja czuję się osobiscie natchniona ponieważ skrystalizowała się moja wizja , która jak dotąd miała bezbarwny kształt , przykryty jedynie ogromnym płótnem , które jak widać bardzo może zniekształcić.....

20160112

ĆMY LECĄ DO ŚWIATŁA

Jest taki czas , kiedy wiatr lico smutkiem oplata . dotykając ledwie opuszkami palców .....
Zasnuwa nasz czas obietnicami a my wierzymy , że ważne są nasze wybory i powietrze wokół nas drga , pełnią kolorów .
Kiedy biegnę przez gęsty las czuję wolność . W ten zimowy czas pola okryte zmierzchem wydają się nie mieć końca a linia horyzontu nie istnieje .
Kiedy staram się patrzeć w niebo gęste płatki śniegu formują na mej głowie koronę a rzęsy okrywają anielskim puchem.
Biegnę jeszcze szybciej , póki pulsują źrenice , póki myśli ulatują ze mnie . Mijam zagajniki pełne nicości , gałęzie nie mają końca , wyciągają ku mnie  swoje długie szpony ....Jestem stracona
Przeplatane krótkie oddechy między trzaskiem kończyn drzew a mną  tworzą nowe wymiary , których się lękam do tego stopnia , że nie odwracam głowy.
Słyszę coraz bardziej bicie serca i szmery tuż za mną ......




A co byś odpowiedziała gdybym pomalował niebo na gęsty , atramentowy kolor i gdyby wylewało się z niego  na pola spowite mgłą zagajniki pełne błyszczących , rozpalonych oczu.... I gdybym Tobie powiedział , że masz na sobie błękitną sukienkę , w której widzieliśmy się po raz ostatni ?
Strzępy tej pamięci mam w sobie dla Ciebie , dla nas na później . Spiszę te uczucia i zostawię po sobie ślad , który zaginie wśród wrzawy innych.....

Upadłam ale ostatkiem sił dotrwałam do światła z oddali malującego się na tle niebieskiego śniegu.
Zimowa oaza okazała się zbawienna ale tylko dla mnie , wewnątrz nie było nikogo tliło się tylko żółte światełko płynące z lampy naftowej.
Pamięć dla nowego przybysza o tym , który pomyślał o drugim człowieku .........






Polecam dotrwać do końca dla cudownej muzyki , którą kocham od 20 lat :-)


20160106

KOLORY SŁOŃCA W LIZBONIE

Słońce, moja miłość i morze albo też nieobojętny komuś błękitny akwen wodny......
Mógłby być rzeką lub stawem czy jeziorem  ale ........nie po to przeżyłam najgorsze chwile swego życia topiąc się w mętnym stawie aby móc teraz się licytować o koloryt wody i jego pływy tylko ustalić gdzie jest moje miejsce i gdzie odpoczywam .....
Ocean życia i morze lawy , to wyznacza moje cele i moje tęsknoty suną po tych błękitach wpływając do portów nieznanych i zapomnianych.....


Ukochany mój żywiole , nigdy się Ciebie nie wyrzeknę a mając na uwadze potęgę wiatru czesząca kołduny fal  wiem , żem jest córką twoją w każdej chwili , nawet teraz będąc obserwatorem delikatnych muśnięć wód zimniejszych niż moje dawne wspomnienia o Tobie.......
Mroźne poranki i dni zimne o wieczornych zapowiedziach chłodu...... Patrzę na swoje piękne buciki , niewygodne bardzo i chociaż krzywdzą mnie przyprawiając czerwienią moje stopy idę w kierunku latarni mając na uwadze przeczucie niespełnionej obietnicy , tak dużo jest przeciwności małych i niezbyt interesujących.
Rok ten intensywnością wrażeń zaraża i moje obietnice przy tym wydają się być błache a przecież tak ważne dla bycia tu a zwłaszcza tu i teraz ......
Mam plan po raz pierwszy ułożony w formę , którą tylko należy ukształtować ..... forma musi mieć jeszcze użyteczną stronę a moja , czy również osiągnie swoje cele ?
Mam taka nadzieję na dziś i na kilka miesięcy następnych w roku........




Mam czas , teraz na wszystko dlatego chciałam przedstawić coś energetyzującego - nową bransoletkę ,, Ulice Lizbony,,. ponieważ w delegacji nie szyje i odpoczywam , szanuję ten czas właśnie i będę cieszyc się nim do woli ....... od teraz .
Jestem nad morzem , które kocham i temperatura nie jest przeszkodą w żadnym momencie , może tylko pięty obtarte przez złe buty , które nie pozwoliły dojść do latarni....
Morze też jest przepiękne zima ( bo ocean zawsze )
Zmęczenie nie pozwala mi pokazać tych obrazów ale poczekajcie ..... będą , właśnie tutaj .....








HEISHI I SPÓŁKA

20220108 Po krótkiej przerwie wracam do Was z nowymi pomysłami . Po raz kolejny życie mnie zaskoczyło ponieważ przygotowało mi kolejny scena...