SZMARAGDOWE NICI MGŁY

Kiedy dotykam lukrowanej pieczęci wiem , że moje palce zanurzą się w słodyczy różu i słońca gorącego.
Kiedy próbuję przełamać niepokój  mówię ; ,, A co mi tam ,, i wówczas otwierają się drzwi do innego wymiaru. Moja wyobraźnia wmawia mi rzeczy niemożliwe , w które z upływem czasu zaczynam wierzyć a jeśli wierzę z całym przekonaniem i czuję jakby to miało miejsce wówczas się spełnia ....
Szmaragdy , całe garści , które przesypuję ponad swoją głową - to taka radość niesłychana - myślę , że niemożliwa ale jeśli krążę wokół tematu mogę zagłębić się dalej i położyć na zielonych kryształach czując jak światło wypełnia każda ich nierówność.
Jestem zespolona ze wszechświatem. Równa z każdym stworzeniem , z wciąganym przezeń powietrzem . Tak samo dla mnie jak dla niego ważnym dlatego utkałam ze szmaragdów mgłę , o którą łosie zachaczały rogi a motyle łapały się w sidła kolorów......
Szmaragdowe nici mgły nisko unoszące się nad kolorami wiosennej łąki .
Wplecione w liście koniczyny i uśmiechnięte twarze stokrotek.
Dlatego zrywam tę pięczęć lukrowaną do miejsca już wytęsknionego , do oranżady bąbelków na dywanie kwiatów i śpiewu skowronków..... dołączam do świata wiosennych uniesień ....










Wiedziałam , że mam do czynienia z kolorem szmaragdowym ale w czasie wersja uległa przeobrażeniom i kolory zmieniły się zupełnie w rywalizujące :żółcień i róż , przeplatane zielenią :)

















Byłam już bardzo chora ale 3 tygodnie i tak mnie nie  usprawiedliwiało.
Musiałam zebrać wszystkie siły i dokończyć rozpoczęte działania - na rezerwie .
Na końcu moich działań nie mogłam mówić i musiałam w nieskończoność szeptać tym wszystkim , którzy nie chcieli słuchać dwa razy . Jestem tym okropnie zmęczona i brakiem ludzkiej wrażliwości.
Nie przypuszczałam , że nie mam prawa siedzieć w autobusie i muszę wyłazić ze skóry aby dogodzić każdej osobie , bo nikomu nie chce się nastawić ucha , pomóc i zrozumieć.
Potrafimy tylko wymagać (dosłownie ) i stawiać warunki.
Przykre!
Więcej zrozumienia i bezinteresownej opiekuńczości uzyskałam od mojego kota , który cały czas mnie ,,ugniatał '' i ogrzewał abym szybciej wróciła do równowagi niż od ludzkiej istoty.
Jestem zdruzgotana.
Nawet nie będę zliczała tych chorych sytuacji , jakich doświadczyłam w tym krótkim czasie , bo jestem wyraźnie poddenerwowana ludzkim prymitywizmem , który skumulował się wokół mnie (szkoda , że to nie lotto).
Już w sobotę targi a ja mimo choroby musiałam wszystko szykować ale warto było.
Dziękuję za odwiedziny i przemiłe komentarze w tym ciężkim czasie :) 




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Copyright Text

© 2012 Marta Betlej.
All rights reserved.
Bez zezwolenia proszę nie kopiowac.