KAROCA WE MGLE - CÓRKA OBERŻYSTY

     Pełnia księżyca niesie za sobą niespokojne noce a w niej nieodkryte wcześniej obszary ludzkich potrzeb .
Ciemne , niemal fioletowe zachody słońca otulają bruzdy wysuszonych pól które kiedyś kwitły na zielono.
Kiedy moje stopy przekraczają te nieznane granice zanika mój cień. Staję się wówczas jednością z tą gęstą , granatową masą , która ciągnie się w nieskończone.


Jestem córką właściciela oberży. Wstaję zanim świt zrywa więzy z ciemnością.
Pracuję w kuchni niemalże cały dzień : piekę chleb , kroję szynki , podaję posiłki , obieram ziemniaki , zajmuję się gośćmi.
Rzadko ludzie są mili , jeszcze bardziej dobrze wychowani. Nie widzę czasem ich twarzy , są dla mnie zasadami , obowiązkami , niczym więcej.
Zanika we mnie moja zdolność oceny sytuacji , zapomniałam o sobie. Kiedyś myślałam , że ucieknę , wyrwę się stąd , że mam inne cele i marzenia ale z czasem zaczęłam coraz rzadziej marzyć , coraz mniej sobie wyobrażać. Natłok obowiązków sprawił , że zaczęłam zasypiać podczas parzenia kawy a kiedy lepiłam pierogi zasmucałam się .
Obowiązki wobec ojca stały się na tyle przytłaczające , że zmiażdżyły moje potrzeby.
Coraz mniej mnie dla siebie samej. Nie patrzę już na linię horyzontu , nie zachwycam się zachodami słońca a ptaki przestały dla mnie śpiewać .


Wieczorami rozlewamy piwo a strumienie jego bursztynowej barwy nie mają końca . Jego słodka woń jest na każdych ustach , na każdej pijackiej gębie!
Kolejny wieczór jak w każdy wybieram się nakarmić nasze wygłodniałe psy resztami tego , co z kuchni pozostało.
Nasze kudłate przybłędy zwykle posłuszne , stają się niespokojne nocą. Myślę , że to bliskość zaklętego lasu taką trwogę w nich wyzwala.


Czasem słychać z oddali dziwne szepty pełne dawno nie słyszanych melodii , jakieś dziwne pomruki nieznanych zwierząt dochodzą z bardzo bliska ...... Niekiedy zawieje wiatr tak szeleszczący i świdrujący aż po kostki chłodzący krew w żyłach a wówczas psy zaczynają piszczeć i skamleć a ja sama uciekam jak najdalej do ludzi , do zamkniętego pokoju by znowu przeżywać swój los.
Kiedyś w taką noc usłyszałam swoje imię wywołane z głębi małego zagajnika tuż przy zaklętym lesie i chociaż był ostrożną jego częścią nigdy nie należało go lekceważyć.
Widzę to tak trochę jak przez mgłę , ponieważ jak dotąd nie umiem wytłumaczyć co tak naprawdę się tam wydarzyło ?
Jakiś głos przywołał mnie w kierunku lasu a kiedy znalazłam się w zagajniku otuliło mnie jasnopomarańczowe światełko , wibrujące i unoszące się z taką lekkością świetlika , że zapomniałam o swoim strachu.
Noc była gęsta od ludzkiej tęsknoty i niespełnionej potrzeby bliskości.
Dla kogoś kto zapomniał o życiu nie ma darów od losu ale dla mnie przygotowano coś co miało mną poruszyć do głębi.
Światełko rozpłynęło się na powierzchni wody a ja zahipnotyzowana  rzuciłam się powstały wir tuż za nim płynąc w głębinę ..... Pulsujące dotąd światło rozproszyło się na kilkanaście części i zniknęło.
Spektakl trwał może sekundy ale trawy zrobiły się nagle tak gęste , że przywarły do mojej twarzy i oplotły moje nogi wciągając mnie coraz dalej i dalej aż zapadła zupełna ciemność.


Obudziłam się nad ranem zlana potem zawieszona miedzy światami - zbyt ciężkim i przytłaczającym, a zupełnie nowym i sennym abym mogła stwierdzić w jakim miejscu i czasie się znalazłam......Przekonana natomiast o realności wydarzenia nie mogłam powrócić z tego punktu do mojego bezbarwnego życia. Nie teraz , nie po tym co widziałam.....
Tuż pod woalką ciemności zobaczyłam je , te cudownie rozżarzone zielonymi sadami .......pulsujące w głębinach gdzieś ...
Wszystkie moje obowiązki wykonane dzisiaj były jakby palcami innej osoby. Zupełnie jakby za kotarą była inna ale znana mi dziewczyna , którą poruszał ktoś a nie ona sama.
Uciekając od rzeczywistości zniknęłam będąc tylko tam gdzie muszę być. Powołana do życia chciałam na nowo przeżywać tę chwilę.
Zbliżający się wieczór wyrwał mnie z moich marzeń i zatrzymał jak kamień na dnie stawu.
Zamówienia tej nocy nie miały chyba końca jak ciemności panujące wewnątrz , gdyż świec nam ubywało bo tylu zjechało się gości. Piwo lało się wodospadami a ja uwijałam się ile sił miałam w nogach zapominając tak szybko o sobie.
Wejście na zaplecze było na końcu drugiej sali a kiedy przy stolikach siedziało wielu gości należało biegiem niemalże pokonywać odległości .
Właśnie wtedy , kiedy mijałam wejście na drugą salę z tyłu w narożniku siedział ktoś kogo nigdy wcześniej u nas nie widziałam. Bardzo szybko pochwyciłam to spojrzenie tak silnie poczułam potrzebę nawiązania kontaktu. Nawet nie wiem kiedy znalazłam się tak blisko a kiedy podniósł na mnie wzrok , ponownie znieruchomiałam.

źródło internet , inspiracja ,, Lord of The Ring ,,
Musiały minąć godziny , powietrze musiało ulecieć w próżnię a ja zupełnie nie wiem jak to możliwe ale ponownie płynęłam wgłąb tego stawu..... i przysięgłabym , że to samo światło świeciło w jego oczach ...... zielone sady .......
Czy płynąc w dół mogłam unosić się ponad chmurami i lekkość czuć tak intensywną ?
- Jeśli myślisz , że będę tutaj to mylisz się ...... ale chcę z Tobą uciec i stanąć przy Tobie między niebem a ziemią .
Opuszczając niespodziewanie wnętrze oberży pozostawił za sobą gwar i nic więcej .
Uczucie pustki rozwiało się tuż za śladami dymu jego fajki , ponieważ moje nogi niosły i mnie  za nim strącając przy tym dzban pełen piwa , który przyniosłam dla gości obok.
Powietrze było gorące , unosiła się woń bzów, moich ulubionych kwiatów miłości.
Ten zapach jeszcze nigdy nie był tak intensywny jak w tę noc.
Mokre od deszczu liście smagały moją rozpaloną skórę kiedy biegłam w ten zakazany las.
W wodzie odbijały się moje myśli i wszystko to , co widziałam kiedyś a co uleciało było tutaj.
Czas zatrzymał się dla mnie odwracając swoje karty dla ulotnej pamięci.
Z głębi lasu dobiegało stukanie kopyt , coraz szybciej biło moje serce i konie były coraz bliżej.
W tę gęstą noc na drodze gdzie kończył się zagajnik zatrzymała się karoca. Mgła obiegła ramionami koła . Konie miały zasłonięte oczy ....
Karocy nikt nie powoził ale drzwi nagle ustąpiły i ujrzałam dłoń wyciągniętą w moją stronę . Podchodząc bliżej nie mogłam oprzeć się bogatym zdobieniom i złocistym refleksom na herbie rodzinnym , którego nie znałam. Wspierając się resztami odwagi na wyciągniętej dłoni wciągnęłam powietrze zanurzając się w tym szepcie , który uwiódł mnie ostatnio i te rozżarzone zielone oczy .... Czy ciepło płynące z serca rozpłynęło się wraz z nim i czy karoca we mgle zabrała mnie ponad chmury do pałacu wysoko ponad inne ?
Nie wiem ale w wieczności zatrzymam ten obraz karocy we mgle.......



Opowiadanie napisałam podczas podróży do domu , mijając w ciemnościach przez pięć godzin lasy , pola i wioski. Inspiracje są oczywiste ale tworząc bransoletkę najpierw była dynia i karoca a dopiero później scena w gospodzie .... pozostawiam małe niedopowiedzenia dla Was.
Miłej lektury w ten zimowy czas. Wszystkie imiona i takie różne sytuacje są zmyślone , więc proszę się nie doszukiwać.... :)
Reszta zdjęć zasnutych mgłą pochodzi z Madery i są mojego autorstwa :)
Ja czuję się osobiscie natchniona ponieważ skrystalizowała się moja wizja , która jak dotąd miała bezbarwny kształt , przykryty jedynie ogromnym płótnem , które jak widać bardzo może zniekształcić.....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Copyright Text

© 2012 Marta Betlej.
All rights reserved.
Bez zezwolenia proszę nie kopiowac.